Jakiś czas
temu zetknęłam się z nurtem Zero Waste – i wpadłam jak śliwka w kompot. Myślałam,
że wiem coś na temat ekologii i ograniczania niszczenia naszego środowiska.
Faktycznie, wiedziałam COŚ. Dzięki ZW każdego dnia mogę nauczyć się czegoś
nowego, sprawia mi to ogromną frajdę i nagradza uśmiechem za każdym razem,
kiedy uda mi się wprowadzić w życie jakieś nowe rozwiązanie.
Jedna z pierwszych
rzeczy, jakie udało mi się zrobić, to nadać świeczce drugie życie. Niby nic?
Cieszyłam się jak dziecko, bo jeszcze rok temu główna bohaterka tego postu
wylądowałaby w koszu. Duża, zapachowa i złośliwa świeca, nie miała zamiaru
wypalić się do końca. Spędziła z nami całe Święta Bożego Narodzenia, palona do
posiłków, z każdą chwilą stawała się coraz bardziej krzywa. Gdy jej knot po
paru dniach się wypalił i rodzina chciała skazać ją na śmietnik, szybko
zgarnęłam ją do swojej torby. W domu w ruch poszła tarka i trochę siły. Puste
świeczniki po popularnych świeczkach z sieciówki zyskały po raz kolejny nowe
życie - napełniłam je startą świecą. Knotem stał się kawałek starego sznurka. Wiórkowe świece są przepiękne - wyglądają jak wykonane z białej czekolady 😍 !


